|
Oto kolejny kwiatek z łączki radosnej twórczości organizatorów ruchu
drogowego.
Późnym wieczorem wracałem z owocnego spotkania z inwestorem w jednej z gmin Podbeskidzia, kiedy natknąłem się na nowatorskie rozwiązanie regulujące zasady pierwszeństwa przejazdu na zwężonym odcinku drogi - z jednej strony ustawiono komplet znaków widoczny na załączonej fotografii, zaś z drugiej ( w odległości około 130 m) komplet składający się ze znaku B-18 i znaku B-31, pod którym umieszczono tabliczkę o identycznej jak na zdjęciu treści.
Lokalny organizator ruchu - hołdujący zapewne zasadzie, iż na drogach są równi i równiejsi - uważa widać, że pospólstwo winno stosować się do zasad wyrażonych znakami D-5 i B-31, zaś uprzywilejowani (tu: autobusy lokalnego MZK), mają pierwszeństwo przejazdu przed pospolitakami. Trudno tutaj jednak odgadnąć w jaki sposób ci ostatni mają odróżnić autobusy MZK od innych autobusów (przypominam: długość zwężonego odcinka to około 130 m), które przecież według ustawionego oznakowania pierwszeństwa nie posiadają ?. Tajemnicą organizatora ruchu pozostaje także problem pierwszeństwa przejazdu, kiedy do tak oznakowanego odcinka drogi z obydwu stron zbliżą się autobusy przedmiotowego MZK - a może częstotliwość ich jazdy jest tak mała, że z góry wykluczył taką możliwość ? Dość jednak zgryźliwości. Wyjaśniam, że widoczne na zdjęciu ograniczenie tonażu odnosi się do mostu, zaś tabliczka dopuścić miała wyjątek dla autobusów kursowych MZK. Gdzieżby jednak pracownikowi mogło wpaść do głowy, że należy obniżyć znak D-5 (analogicznie B-31), a tabliczkę umieścić pod znakiem B-18... W ślad za notką z poprzednich numerów BD powtórzę: prezentowane oznakowanie jest efektem niedoceniania inżynierii ruchu drogowego na większości szczebli administracji drogowej oraz efektem poglądu, ze jedynym kierunkowym wykształceniem wystarczającym do decydowania w zakresie organizowania ruchu drogowego jest kurs prawa jazdy. |
| Autor: Bronisław Szafarczyk
www.traffic.roads.com.pl |