
Jak na załączonym obrazku widać, nie trzeba
być Hamletem aby być zmuszonym do rozwiązywania hamletowskich dylematów.
W tym przypadku jest to: SKRĘCAĆ, CZY NIE SKRĘCAĆ - OTO JEST PYTANIE. (Myślę,
że nie na miejscu byłoby poszukiwanie podtekstów politycznych).
Taki dziwoląg funkcjonował przez szereg
miesięcy na jednej z dwucyfrowych dróg krajowych Polski południowej, w
jednym z bardziej znanych miast. - wystawiając świadectwo ignorancji służb
drogowych.
Jak doszło do ustawienia tak kuriozalnego
oznakowania? Sprawa jest bardzo prosta. Dotyczyło ono bowiem dwóch skrzyżowań
z bocznymi ulicami, oddalonych od siebie o kilkadziesiąt metrów. Obydwa
z nich to tak zwane skrzyżowania teowe z wlotami położonymi po lewej stronie
drogi głównej. Zakaz skrętu dotyczył pierwszego ze skrzyżowań (wlot drogi
jednokierunkowej, na którym oczywiście ustawiono zakaz wjazdu, stąd znak
B-21 stanowił komplet). Tablica F-10 informowała zaś o segregacji kierunkowej
na drugim ze skrzyżowań.
Dlaczego więc zainstalowano obydwa znaki
w tym samym miejscu? Na pewno jest to efekt bezmyślności robotników instalujących
te znaki oraz braku nadzoru nad nimi, a patrząc szerzej - efekt braku wychowania
komunikacyjnego całego społeczeństwa. Śmiem również twierdzić,
że prezentowane oznakowanie jest efektem niedoceniania inżynierii ruchu
drogowego na większości szczebli administracji drogowej i funkcjonowanie
jej na zasadzie: "Projekt organizacji ruchu drogowego ? A po co ? Wystarczy
wysłać pracownika by ustawił te kilka znaków !" Nadal bowiem funkcjonuje
pogląd, iż jedynym kierunkowym wykształceniem wystarczającym do decydowania
w zakresie organizowania ruchu drogowego jest kurs prawa jazdy.